O.S.T.R.
–
Rachunek sumienia
- Продолжительность:
- 03:57
- Формат:
- mp3
На этой странице Вы можете скачать песню O.S.T.R. — Rachunek sumienia в формате mp3 или слушать её онлайн совершенно бесплатно. Наслаждайтесь лучшими треками, альбомами и новинками в исполнении O.S.T.R. без ограничений.
Текст песни "O.S.T.R. — Rachunek sumienia"
A czym jest czas przy tym,
Z czym przysz?o si? zmaga?
Jestem kiepski lecz sam siebie wyra?am
Gdy los si? zn?w odgra?a
Sp?jrz na ludzi
?lad po nichatwo zgubi?
A bd?w nie da si? wykupi? proste
Gdy przed ka?dym posuni?ciem robisz odst?p
Nie twierdzee doros?em
Do decyzji by gada? za innych
Bo to wymaga precyzji w wi?kszym stopniu
A nie brakuje tych co reaguj? nawiat jak po opium
Widzisz go?ciu ten kraj na ogranych patentach
S?yszysz ciche westchnienia po niesp?aconych alimentach
Tak przeznaczenie beszta w kr?gach ni?szych
Chcia?bym od drzwi od raju znale wytrych
Rozpatrywa? los sw?j w czasie przysz?ym
Nie z dnia na dzie?
Lecz wielu jest takich co ode mnie pragn? tego bardziej
Przegranych wsz?dzie znajdziesz
Bo to zwyci?zc?w hektar
Marzen by tak jak oni mieszka? w toku zdarze?
Sens ich spe?nia? bez ryzyka
Tym samym powietrzem oddycha?
Za wysoko by unie zm?czoneyciem oko
Zerkn nawiat w kt?rym jedyny problem to bogactwa
Te? mam take trac? chc?ci
Gdy los p?dzi w stylu extrim
By dystans zwi?kszy?
Zeroaski, zero wzrusze?
Ja sam w tym zn?w si? ucz?
Uciec by unikn wyklucze? nie da si?
Czarno na bia?ym co jeszcze
Przed przedsmake mog? przegra?
Widz? rozpacz od tak w ludzkich dolegliwo?ciach
Kontrast miedzy bogactwem a brakiem dozna?
Mi?o?ci nie da si? rozpozna? patrz?c w tafl?
W kt?rej odbiciu wszystko wygl?da naatwe...
Zdejmij rowe okulary
Dziesi lat oczekiwa?
Nie chce do ko?caycia
Twarzy w r?kach skrywa?
Wiesz jak to si? nazywa
Ja wiem to moja cecha
Musz? narzeka? jak widz? co mi ucieka
Kiedy? znajomy, dzi? garniak, neseser, Hugo Boss sweter
Zero gadki jemu jest lepiej ni? nam dzi?
Wi?c czemu ma si? zni?a? do go?cia zawki
Niegdy? w oparach gandzi, teraz zapomnij
Dla jednych gruby szmal dla drugich komornik
A ja w tym trwam by w przysz?o?ci nie by? bezdomnym
Pcham sw?j baga?, wyra?am siebie w tekstach wzrok wryty w szyb?
Dupskiem przykuty do krzes?a
Czuje jak los mnie skre?la z listy tych zajebistych
Dla kt?rychycie to piknik w klimatach fikcji niedost?pnej
Dla tych co biegn? nier?wnym tempem
Serce boli, co jest sam powiniene? wiedzie?
W miejscu ciko usiedzie? biegaj?c za jutrem
Tylko nabijam przebieg pot?guj?c zm?czenie
Wszak jestem m?ody moim jedynym pragnieniem s? wygody
Lecz schody prowadzone do nich zbyt kr?te
By na raz przej je
Pytasz co jeszcze? po co?
Masz oczy patrz jak ludzie nie wiedz? co pocz
Ton?c w konfliktach
Niszczy ich system czy w?asna ambicja
Jedno jest pewne szlag nas wszystkich w jednym miejscu przetnie
Nie pytaj o miejsce bo na pewno wiesz gdzie...